Dużo
zdrówka, radości i miłości życzę wszystkim tutaj zaglądającym.
Niech ten świąteczny czas będzie dla Was wyjątkowy.
wtorek, 23 grudnia 2014
środa, 17 grudnia 2014
146. Dzień pełen wrażeń :)
Tak jak w tytule, dzisiejszy dzień był pełen niesamowitych wrażeń.
Najpierw byliśmy na Christmas Party w przedszkolu u Wojtusia a następnie pojechaliśmy na urodziny dwóch siostrzyczek, koleżanek Wojtusia i Julii.
Dzieciaki miały mnóstwo atrakcji. Wspaniale spędziliśmy czas.
Nie będę się rozpisywać a w zamian pokazuję zdjęcia. Nie wszystko jednak zostało na nich ujęte i nie wszystkie mogę pokazać, ale proszę mi wierzyć na słowo – to były niezapomniane chwile...
Wszystkim takich życzę :)
sobota, 13 grudnia 2014
145. Chlebek pieczony na zakwasie.
Od
czasu, kiedy koleżanka podarowała mi zakwas chlebowy, przynajmniej
raz w tygodniu (a zamierzam częściej) piekę chlebek. Zwykle połowa znika zaraz po upieczeniu, jak jest jeszcze dobrze ciepły i masełko
się na nim ładnie topi, bo wtedy smakuje najlepiej :)
Prawdziwy,
smaczny bez zbędnych dodatków i ulepszaczy. Faktycznej pracy jest przy
nim niewiele. Czego chcieć więcej?:)
Przepis
również dostałam od koleżanki i tylko nieznacznie go
zmodyfikowałam, dostosowując do swoich potrzeb.
Na
dwie keksówki potrzebuję:
-
500g mąki (ja daję po 100g żytniej i pszennej oraz 300g
orkiszowej)
-
450g zakwasu
-
ok 300ml letniej wody
-
1,5 łyżeczki soli
-
odrobinę oliwy z oliwek
Do
tego dodaję w zależności od zachcianki:
-
pomidorki suszone lub wyjęte i osuszone z zalewy pokrojone w kawałeczki (mały słoiczek)
-
ok szklanki ziaren słonecznika lub innych
-
majeranek, oregano lub inne ziółka
Wszystko
razem wyrobić (ja wyrabiam robotem ok. 15 – 20 minut). Ciasto
pozostawić do wyrośnięcia przykryte ściereczką na około 1,5 ha. Następnie przełożyć je do keksówek wysmarowanych tłuszczem i
posypanych otrębami lub bułką tartą. Przykryć ściereczką i
pozostawić do wyrośnięcia na kolejne ok 3,5 ha, uważając, żeby
ciasto nie wydostało się poza foremkę :)
Wierzch
posmarować oliwą z oliwek i piec w 180 °C przez około godzinę.
Poniżej zdjęcia chlebka ze słonecznikiem.
A tutaj z suszonymi pomidorkami.
Smacznego
:)
poniedziałek, 8 grudnia 2014
144. Jak się nie ma co się lubi...
Od
czasu gdy we wrześniu wróciłam do pracy prawie na cały etat
niestety czasu wolnego mam naprawdę niewiele. Normalne czytanie
książek prawie zupełnie odpada. Pewnie większość z Was, (ja
również) woli czytać książki, takie normalne, przekręcać
kartka po kartce, wdychać ich zapach..., ale jak się nie da, to
trzeba się otworzyć na inne opcje, co w moim przypadku nierzadko
odbywa się dość opornie :)
Jako,
że dojazd do pracy w jedną stronę zajmuje mi minimum 45 minut, to za
namową męża zaczęłam słuchać audiobooków, i takim to sposobem
udało mi się już przesłuchać 6 książek:)
Vincent
V. Severski - ,,Niewierni''
Vincent
V. Severski - ,,Nielegalni''
Romuald
Koperski – ,,Pojedynek z Syberią''
Marcin
Ciszewski - ,, Gliniarz''
Harlan
Coben – ,,Mickey Bolitar, Schronienie''
A niedługo skończę siódmą:
Dmitrij Głuchowski - ,,Metro 2033''
Ogromnie
się z tego cieszę, bo człowiek bogatszy o te wszystkie wrażenia,
a i jakiś taki spokojniejszy za kierownicą :))). Oczy mu się tak
nie zamykają i pozostaje niewzruszony na notoryczne w Anglii
nieużywanie przez kierowców kierunkowskazów :)
Jeszcze
tylko pierwsza odsłona kolejnego Nimuë jaki pojawił się na moim
tamborku:)
Pozdrawiam serdecznie:)
środa, 26 listopada 2014
143. Nimuë – The Red Fox
Dzisiaj
krótko i na temat - skończyłam haft Nimuë
-The Red Fox.
Haft, który zauroczył mnie w chwili, gdy go
pierwszy raz ujrzałam. Wiedziałam, że nie spocznę, dopóki go nie
zrobię i nie zawiśnie na mojej ścianie obok innych Nimuë,
do których jak wiecie mam ogromną słabość :)
Kolor
lnu nieco odbiega od sugerowanego, ale efekt jest jak dla mnie
bardziej niż zadowalający :)
Pozdrawiam serdecznie:)
czwartek, 20 listopada 2014
142. Dobre rady ;)
Pewnie
każdy się ze mną zgodzi, że rad udzielanych przez dobrze
życzące nam osoby ignorować nie warto. Tak więc ja ostatnio
wzięłam sobie do serducha jedną taką radę udzieloną mi przez
Gosię z Mamelkowa i zamiast chorowania wybrałam zabawę z masą
solną :)
Oczywiście
nie sama, ale z dzieciakami, a dokładnie z Wojtusiem, bo Julia po
spróbowaniu kawałka masy, który przypadkiem znalazł się w
zasięgu jej ręki podziękowała za współpracę :)
Zabawa
była naprawdę udana :)
A
tak jeszcze na marginesie dodam, że Gosia jest pierwszą blogerką, którą
poznałam osobiście!!!
Okazało,
że mieszkamy w tym samym miasteczku :)
Jeszcze
nie miałyśmy sposobności, żeby się spotkać na dłużej, bo obie
prowadzimy dość intensywny tryb życia, ale wierzę, że za jakiś
czas tak się stanie.
Takie
cudaczki porobił Wojtuś, a na drugi dzień je dodatkowo pomalował.
Ja
swoim tylko lekko zarumieniłam policzki :)
Pozdrawiam serdecznie :)
niedziela, 16 listopada 2014
141.Kurczak pieczony na butelce i zabawa w ,,chory, chorszy i najchorszy ''...
Zacznę
może od tej niezbyt fajnej zabawy, do uczestnictwa w której nasza
rodzina niestety została zmuszona. Tak, tak ZMUSZONA!
Zaręczam, że
nikt nie chciał się w nią bawić, ale... no cóż jak wiadomo nie
zawsze się robi to, co chce.
Otóż
nasz dom zaatakował jakiś niezidentyfikowany wirus. Zabawę
rozpoczął Wojtuś i był chory. Następnie do zabawy została
wciągnięta Julia, również jako chora. W miarę postępu zabawy
Wojtuś przeszedł do następnego etapu i zajął miejsce
,,chorszego'', podobnie Julia. W międzyczasie byliśmy w
odwiedzinach u lekarza, ale to absolutnie zabawy nie popsuło.
Kolejne
dni zaowocowały tym, że ja wskoczyłam od razu na etap ,,chorszy''
i w niedługim czasie cała nasza trójka osiągnęła najwyższy
poziom – ,,najchorszy''!
I
tu znowu mały przerywnik w postaci wizyty u lekarza z naszą
najmłodszą pociechą.
Kolejne
dni to już (na szczęście) powolne wykruszanie się uczestników w
kolejności mama, Wojtuś i Julia. Jakoś tak tylko tato się nie
poddał ogólnej presji otoczenia i wykazywał tylko nieznaczne
zainteresowanie zabawą.
Teraz
powoli wracamy do zdrowia i mam nadzieję, że limit chorobowy naszej
rodziny na długi czas się wyczerpał!
Żeby
tak nie było, że tylko o takich niefajnych sprawach piszę będzie
jeszcze o kurczaku pieczonym na butelce z piwa (u mnie z piwem w
środku).
Kawał
czasu się przymierzałam do upieczenia takiego kurczaczka, no i w
końcu go zrobiłam.
Pracy
przy nim naprawdę niewiele, a efekt wspaniały.
Trzeba
takiego delikwenta natrzeć przyprawą do kurczaka wymieszaną z
kilkoma łyżkami oliwy z oliwek i pozostawić na kilka godzin w
lodówce. Następnie należy go obsadzić na otwartej butelce z piwem
i upiec w 180 stopniach. Kurczaka nadzianego na butelkę najlepiej
postawić np. w brytfannie. Długość pieczenia jest uzależniona
od wagi kurczaka i na każdy jego kilogram przypada godzinka :)
Idealnie
chrupiąca skórka to mój ulubiony element tej potrawy :)
Do
tego pieczone ziemniaczki oraz surówka i od stołu odchodzimy na
czworakach :)
Smacznego
:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



