sobota, 7 listopada 2015
178. W inną stronę...
Jakoś tak wyszło, że krzyżyki poszły nieco w odstawkę, a mnie (przypuszczam, że chwilowo) ciągnie do innych rzeczy.
Kolega w pracy powiedział mi o farbach kredowych Annie Sloan i od tego wszystko się zaczęło :)
Kilka filmików, żeby wiedzieć co z czym się je i drzwi do ,,składzika'' (zabudowanego schowka pod schodami) zostały przerobione. Drzwiczki wykonane ze zwykłej ciemno brązowej płyty kolorystycznie nie pasowały mi zupełnie do białych mebli w kuchni.
Pobawiłam się nieco w przecieranie, postarzanie ciemnym woskiem i efekt jaki osiągnęłam nawet mnie zadowala :)
Miłego dnia :)
niedziela, 25 października 2015
177. Z tej mąki chleba nie będzie...
Od samego początku pobytu w Anglii część zakupów robimy w polskich sklepach, w których obecnie, jeśli mowa o artykułach spożywczych można kupić niemal wszystko. Śmiem twierdzić, że niejeden wiejski sklepik w Polsce ma mniejszy asortyment niż te w naszym małym miasteczku.
No więc to, że jeden z tych sklepów jest dobrze zaopatrzony, to wiedziałam, ale że aż tak? Hm.., o tym dowiedziałam się niedawno, przy zakupie mąki orkiszowej do wypieku chlebka. Tutaj również przestroga dla wszystkich, głównie zapracowanych matek pędzących niczym huragan przez sklep i średnio zwracających uwagę na te mało istotne szczególiki zawarte na opakowaniach :)
No bo skąd kto mógł wiedzieć, że zamiast mąki orkiszowej można w sklepie polskim w Anglii dostać pszenicę orkiszową – orkisz i to w dodatku pakowany jak mąka?! Nie mam gdzie tego zmielić, ani nie bardzo wiem co mogłabym z niego zrobić i jedyne co do głowy mi przychodzi to dokarmiać ptaszki w zimie takim oto rarytasem :)
A może jest coś o czym nie wiem jeśli chodzi o wykorzystanie pszenicy orkiszowej w kuchni? Czekam na podpowiedzi.
Pozdrawiam :)
niedziela, 18 października 2015
176. Jesień i pierwsza odsłona porzeczki V. Enginger.
Zaczęłam porzeczkę z serii V. Enginger. Wzór od dawna był na mojej liście do zrobienia, tak jak kilka innych z tej serii.
Na wielu blogach widać jesień. Cudne jesienne barwy. Wczoraj poszłam do ogródka zerwać zapewne już ostatnie w tym roku pomidorki. Wzięłam aparat, żeby pstryknąć parę jesiennych fotek i o dziwo zauważyłam, że niektóre roślinki wyglądają tak jakby nadal trwało lato.
Winogrona wcale nie myślą dojrzewać. Pietruszka raz doszczętnie ścięta wypuściła nowe zielone listki. Dynia piżmowa raczej już nie zdąży osiągnąć należytych rozmiarów, a nasturcja kwitnie w najlepsze :)
Miłej niedzieli :)
niedziela, 11 października 2015
175. Tortowy debiut.
Wczoraj odbyły się piąte urodzinki naszego synka. Nie mogę się
nadziwić jak ten czas leci. Dopiero co tuliłam niemowlę, zawinięte
w dziecięcym kocyku a teraz to już mały samodzielny mężczyzna!
Tortów nie piekę i za nimi nie przepadam, więc doświadczenie w tym temacie mam prawie zerowe, a jednak postanowiłam, że sama go przygotuję na urodzinki syna.
Spodobał mi się tort tęczowy jaki widziałam w internecie. Tydzień przed urodzinami zrobiłam taki właśnie tort powiedzmy próbny, ale nie byłam z niego zadowolona. Moim zdaniem ciasto na bazie masła było zbyt ciężkie, więc wiedziałam, że kolejny, ten właściwy będzie na bazie biszkoptów.
Poszperałam trochę w internecie, dopasowałam ilość składników do swoich potrzeb i upiekłam.
Tak jak wcześniej napisałam fanką tortów nie jestem i wolę serniki, szarlotki, ale myślę, że nie wyszedł najgorszy, rzekłabym zjadliwy :)
Oczywiście cały jego urok tkwi w kolorowych biszkoptach, przy których jest chyba najwięcej roboty.
Cieszę się, że go zrobiłam. Pierwszy raz miałam też do czynienia z kolorowym opłatkiem na tort i teraz już wiem z czym to się je ;)
Chciałam tutaj podziękować koleżance Weronice (kiedyś tutaj zaglądała, być może wciąż to robi), która zawsze sama piecze pyszne i piękne torty urodzinowe dla swoich dzieci. Poprosiłam ją o jakieś sprawdzone przepisy i dostarczyła mi je w tempie ekspresowym, udzieliła mi wszelkich porad i wskazówek i chociaż z przepisów nie skorzystałam, to jednak bardzo DZIĘKUJĘ :)Z pewnością jeszcze się kiedyś przydadzą.
Dodatkowo piekłam jeszcze sernik z rosą z przepisu od Weroniki i szarlotkę :)
Pozdrawia serdecznie :)
Tortów nie piekę i za nimi nie przepadam, więc doświadczenie w tym temacie mam prawie zerowe, a jednak postanowiłam, że sama go przygotuję na urodzinki syna.
Spodobał mi się tort tęczowy jaki widziałam w internecie. Tydzień przed urodzinami zrobiłam taki właśnie tort powiedzmy próbny, ale nie byłam z niego zadowolona. Moim zdaniem ciasto na bazie masła było zbyt ciężkie, więc wiedziałam, że kolejny, ten właściwy będzie na bazie biszkoptów.
Poszperałam trochę w internecie, dopasowałam ilość składników do swoich potrzeb i upiekłam.
Tak jak wcześniej napisałam fanką tortów nie jestem i wolę serniki, szarlotki, ale myślę, że nie wyszedł najgorszy, rzekłabym zjadliwy :)
Oczywiście cały jego urok tkwi w kolorowych biszkoptach, przy których jest chyba najwięcej roboty.
Cieszę się, że go zrobiłam. Pierwszy raz miałam też do czynienia z kolorowym opłatkiem na tort i teraz już wiem z czym to się je ;)
Chciałam tutaj podziękować koleżance Weronice (kiedyś tutaj zaglądała, być może wciąż to robi), która zawsze sama piecze pyszne i piękne torty urodzinowe dla swoich dzieci. Poprosiłam ją o jakieś sprawdzone przepisy i dostarczyła mi je w tempie ekspresowym, udzieliła mi wszelkich porad i wskazówek i chociaż z przepisów nie skorzystałam, to jednak bardzo DZIĘKUJĘ :)Z pewnością jeszcze się kiedyś przydadzą.
Dodatkowo piekłam jeszcze sernik z rosą z przepisu od Weroniki i szarlotkę :)
Pozdrawia serdecznie :)
piątek, 25 września 2015
174. Make time.
Ostatnio zauważyłam, że jak na ironię gdy mam mnóstwo rzeczy
do zrobienia i czasu jak na lekarstwo wymyślam sobie dodatkowe
zajęcia.
A to jakieś czasochłonne danie na obiad sobie wymyślę, albo porządkowanie czegoś, co absolutnie już nie może zaczekać ani chwil dłużej, a to jeszcze basen z dzieciakami obskoczę...
Faktem jednak jest, że jeśli uda mi się wcisnąć w swój napięty grafik jakieś dodatkowe zajęcie i je wykonać nie psiocząc przy tym na wszystko, na czym świat stoi, to jestem później bardzo zadowolona :)
Niedawno przecząc zdrowemu rozsądkowi mając mnóstwo różnych spraw do załatwienia i rzeczy do zrobienia zabrałam się za wekowanie reszty buraków, które urosły w moim ogródku i nie zostały jeszcze pożarte. W sumie po ugotowaniu i obraniu było ich 3 kg i zawekowałam je z papryką i cebulą.
Z rozpędu powstało jeszcze leczo z cukinii. W sumie 13 słoików. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych to żaden wyczyn, ale
są to moje pierwsze samodzielne zmagania z tego typu przetworami, więc jestem dumna jak paw :)
Dodatkowo pierwsze próby robienia wędlin przy pomocy szynkowara przyniosły więcej niż zadowalające efekty :) Pierwsza wędlina została zrobiona z wytrybowanych udek z kurczaka z dodatkiem soli himalajskiej, majeranku, pieprzu i czosnku
Mielonka natomiast jest zrobiona z piersi z kurczaka zmielonych na grubym sicie wraz z karkówką i tymi samymi dodatkami co wędlina z udek.
Żadnych soli peklujących lub innych zbędnych wypełniaczy.
Polecam.
Pozdrawiam :)
A to jakieś czasochłonne danie na obiad sobie wymyślę, albo porządkowanie czegoś, co absolutnie już nie może zaczekać ani chwil dłużej, a to jeszcze basen z dzieciakami obskoczę...
Faktem jednak jest, że jeśli uda mi się wcisnąć w swój napięty grafik jakieś dodatkowe zajęcie i je wykonać nie psiocząc przy tym na wszystko, na czym świat stoi, to jestem później bardzo zadowolona :)
Niedawno przecząc zdrowemu rozsądkowi mając mnóstwo różnych spraw do załatwienia i rzeczy do zrobienia zabrałam się za wekowanie reszty buraków, które urosły w moim ogródku i nie zostały jeszcze pożarte. W sumie po ugotowaniu i obraniu było ich 3 kg i zawekowałam je z papryką i cebulą.
Z rozpędu powstało jeszcze leczo z cukinii. W sumie 13 słoików. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych to żaden wyczyn, ale
są to moje pierwsze samodzielne zmagania z tego typu przetworami, więc jestem dumna jak paw :)
Dodatkowo pierwsze próby robienia wędlin przy pomocy szynkowara przyniosły więcej niż zadowalające efekty :) Pierwsza wędlina została zrobiona z wytrybowanych udek z kurczaka z dodatkiem soli himalajskiej, majeranku, pieprzu i czosnku
Mielonka natomiast jest zrobiona z piersi z kurczaka zmielonych na grubym sicie wraz z karkówką i tymi samymi dodatkami co wędlina z udek.
Żadnych soli peklujących lub innych zbędnych wypełniaczy.
Polecam.
Pozdrawiam :)
czwartek, 3 września 2015
173. Interes życia ;)
Na początku chcę Wam podziękować za tyle miłych komentarzy pod moim ostatnim postem.
Świadomość, że moje hafty podobają się aż tylu osobom dodatkowo mnie mobilizuje do dalszej pracy, a Wasze komentarze sprawiają, że blogowanie ma sens...
Dzisiaj będzie jednak nieco inaczej ;)
Parę ładnych lat temu kupiłam sobie upragniony rower. Nie, żeby był mi wówczas jakoś szczególnie potrzebny, czy też niezbędny, ale zwyczajnie na niego zachorowałam i musiałam go nabyć :)
Trzeba Wam wiedzieć, że od czasu Pierwszej Komunii Świętej nie maiłam własnego roweru, a i tym, który wtedy dostałam nie cieszyłam się zbyt długo, bo jeszcze tego samego dnia robiąc interes życia
przehandlowałam go starszemu bratu za uwaga... – jedną sztukę królika białego, któremu nadałam imię Kasia :)
Oczywiście rower pozostawał w domu więc mogłam z niego korzystać, ale już nie tak swobodnie i bez ograniczeń jak wtedy gdy był jeszcze moją własnością.
No ale wracając do wątku głównego zakupiony rower użyty zaledwie kilka razy stał i gromadził kurz przez dobre trzy lata.
Jako, że syn mój już doroślejszym się staje, to dostał nowy rowerek, nieco większy i bez dodatkowych kółek, no i czasami w weekendy pobiera lekcje nauki jazdy pod czujnym okiem tatusia i chociaż jeździć samodzielnie jeszcze nie umie, to postępy już widać.
Ja w czasie trwania tych lekcji staram się jakoś młodszą latorośl utrzymać z dala od kół roweru, a trzeba Wam wiedzieć, że jest to zadanie niełatwe i bardzo niewdzięczne, bo dziecię cały czas rwie się do biegu (za rowerem, tatusiem, Wojtusiem) niczym koń wyścigowy.
Wpadłam więc na pomysł i usidliłam nieco Juleczkę :)
Wyprowadziłam na światło dzienne wspomniany, mój już mocno zakurzony rower z zamontowanym siodełkiem dziecięcym jeszcze za czasów gdy Wojtuś miał ze dwa latka.
Córcia przejażdżką była zachwycona. Co chwilę słychać było radosne i zarazem dopingujące okrzyki ,, jedź mama! Jedź!!!''
Do następnego razu :)
czwartek, 27 sierpnia 2015
172. Malinki V. Enginger – koniec :)
Dziś same konkrety, bez żadnego wodolejstwa :)
Malinki skończone :) Pozostało tylko poszukać odpowiedniej ramki i oprawić.
Pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)