Od samego początku pobytu w Anglii część zakupów robimy w
polskich sklepach, w których obecnie, jeśli mowa o artykułach
spożywczych można kupić niemal wszystko. Śmiem twierdzić, że
niejeden wiejski sklepik w Polsce ma mniejszy asortyment niż te w
naszym małym miasteczku.
No więc to, że jeden z tych sklepów jest dobrze zaopatrzony, to
wiedziałam, ale że aż tak? Hm.., o tym dowiedziałam się niedawno,
przy zakupie mąki orkiszowej do wypieku chlebka. Tutaj również
przestroga dla wszystkich, głównie zapracowanych matek pędzących
niczym huragan przez sklep i średnio zwracających uwagę na te mało
istotne szczególiki zawarte na opakowaniach :)
No bo skąd kto mógł wiedzieć, że zamiast mąki orkiszowej
można w sklepie polskim w Anglii dostać pszenicę orkiszową –
orkisz i to w dodatku pakowany jak mąka?! Nie mam gdzie tego
zmielić, ani nie bardzo wiem co mogłabym z niego zrobić i jedyne
co do głowy mi przychodzi to dokarmiać ptaszki w zimie takim oto
rarytasem :)
A może jest coś o czym nie wiem jeśli chodzi o wykorzystanie
pszenicy orkiszowej w kuchni? Czekam na podpowiedzi.
Pozdrawiam :)
Zaczęłam porzeczkę z serii V. Enginger. Wzór od dawna był na
mojej liście do zrobienia, tak jak kilka innych z tej serii.
Na wielu blogach widać jesień. Cudne jesienne barwy. Wczoraj
poszłam do ogródka zerwać zapewne już ostatnie w tym roku pomidorki.
Wzięłam aparat, żeby pstryknąć parę jesiennych fotek i o dziwo
zauważyłam, że niektóre roślinki wyglądają tak jakby nadal
trwało lato.
Winogrona wcale nie myślą dojrzewać. Pietruszka raz
doszczętnie ścięta wypuściła nowe zielone listki. Dynia piżmowa
raczej już nie zdąży osiągnąć należytych rozmiarów, a
nasturcja kwitnie w najlepsze :)
Miłej niedzieli :)
Wczoraj odbyły się piąte urodzinki naszego synka. Nie mogę się
nadziwić jak ten czas leci. Dopiero co tuliłam niemowlę, zawinięte
w dziecięcym kocyku a teraz to już mały samodzielny mężczyzna!
Tortów nie piekę i za nimi nie przepadam, więc doświadczenie w
tym temacie mam prawie zerowe, a jednak postanowiłam, że sama go
przygotuję na urodzinki syna.
Spodobał mi się tort tęczowy jaki widziałam w internecie.
Tydzień przed urodzinami zrobiłam taki właśnie tort powiedzmy
próbny, ale nie byłam z niego zadowolona. Moim zdaniem ciasto na
bazie masła było zbyt ciężkie, więc wiedziałam, że kolejny,
ten właściwy będzie na bazie biszkoptów.
Poszperałam trochę w internecie, dopasowałam ilość składników
do swoich potrzeb i upiekłam.
Tak jak wcześniej napisałam fanką tortów nie jestem i wolę
serniki, szarlotki, ale myślę, że nie wyszedł najgorszy,
rzekłabym zjadliwy :)
Oczywiście cały jego urok tkwi w kolorowych biszkoptach, przy
których jest chyba najwięcej roboty.
Cieszę się, że go zrobiłam. Pierwszy raz miałam też do
czynienia z kolorowym opłatkiem na tort i teraz już wiem z czym to
się je ;)
Chciałam tutaj podziękować koleżance Weronice (kiedyś tutaj
zaglądała, być może wciąż to robi), która zawsze sama piecze
pyszne i piękne torty urodzinowe dla swoich dzieci. Poprosiłam ją
o jakieś sprawdzone przepisy i dostarczyła mi je w tempie
ekspresowym, udzieliła mi wszelkich porad i wskazówek i chociaż z przepisów nie skorzystałam, to jednak bardzo DZIĘKUJĘ
:)Z pewnością jeszcze się kiedyś przydadzą.
Dodatkowo piekłam jeszcze sernik z rosą z przepisu od
Weroniki i szarlotkę :)
Pozdrawia serdecznie :)
Ostatnio zauważyłam, że jak na ironię gdy mam mnóstwo rzeczy
do zrobienia i czasu jak na lekarstwo wymyślam sobie dodatkowe
zajęcia.
A to jakieś czasochłonne danie na obiad sobie wymyślę, albo
porządkowanie czegoś, co absolutnie już nie może zaczekać ani chwil dłużej, a to jeszcze basen z dzieciakami obskoczę...
Faktem jednak jest, że jeśli uda mi się wcisnąć w swój
napięty grafik jakieś dodatkowe zajęcie i je wykonać nie psiocząc
przy tym na wszystko, na czym świat stoi, to jestem później bardzo zadowolona :)
Niedawno przecząc zdrowemu rozsądkowi mając mnóstwo różnych
spraw do załatwienia i rzeczy do zrobienia zabrałam się za
wekowanie reszty buraków, które urosły w moim ogródku i nie
zostały jeszcze pożarte. W sumie po ugotowaniu i obraniu było ich
3 kg i zawekowałam je z papryką i cebulą.
Z rozpędu powstało jeszcze leczo z cukinii. W sumie 13 słoików. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych to żaden wyczyn, ale
są to moje pierwsze samodzielne zmagania z tego typu przetworami, więc jestem
dumna jak paw :)
Dodatkowo pierwsze próby robienia wędlin przy pomocy szynkowara
przyniosły więcej niż zadowalające efekty :) Pierwsza wędlina
została zrobiona z wytrybowanych udek z kurczaka z dodatkiem soli
himalajskiej, majeranku, pieprzu i czosnku
Mielonka natomiast jest zrobiona z piersi z kurczaka zmielonych
na grubym sicie wraz z karkówką i tymi samymi dodatkami co wędlina
z udek.
Żadnych soli peklujących lub innych zbędnych wypełniaczy.
Polecam.
Pozdrawiam :)
Na początku chcę Wam podziękować za tyle miłych komentarzy
pod moim ostatnim postem.
Świadomość, że moje hafty podobają się aż tylu osobom
dodatkowo mnie mobilizuje do dalszej pracy, a Wasze komentarze
sprawiają, że blogowanie ma sens...
Dzisiaj będzie jednak nieco inaczej ;)
Parę ładnych lat temu kupiłam sobie upragniony rower. Nie,
żeby był mi wówczas jakoś szczególnie potrzebny, czy też
niezbędny, ale zwyczajnie na niego zachorowałam i musiałam go
nabyć :)
Trzeba Wam wiedzieć, że od czasu Pierwszej Komunii Świętej nie
maiłam własnego roweru, a i tym, który wtedy dostałam nie
cieszyłam się zbyt długo, bo jeszcze tego samego dnia robiąc
interes życia
przehandlowałam go starszemu bratu za uwaga... – jedną sztukę
królika białego, któremu nadałam imię Kasia :)
Oczywiście rower pozostawał w domu więc mogłam z niego
korzystać, ale już nie tak swobodnie i bez ograniczeń jak wtedy
gdy był jeszcze moją własnością.
No ale wracając do wątku głównego zakupiony rower użyty
zaledwie kilka razy stał i gromadził kurz przez dobre trzy lata.
Jako, że syn mój już doroślejszym się staje, to dostał nowy
rowerek, nieco większy i bez dodatkowych kółek, no i czasami w
weekendy pobiera lekcje nauki jazdy pod czujnym okiem tatusia i
chociaż jeździć samodzielnie jeszcze nie umie, to postępy już
widać.
Ja w czasie trwania tych lekcji staram się jakoś młodszą
latorośl utrzymać z dala od kół roweru, a trzeba Wam wiedzieć,
że jest to zadanie niełatwe i bardzo niewdzięczne, bo dziecię
cały czas rwie się do biegu (za rowerem, tatusiem, Wojtusiem)
niczym koń wyścigowy.
Wpadłam więc na pomysł i usidliłam nieco Juleczkę :)
Wyprowadziłam na światło dzienne wspomniany, mój już mocno zakurzony
rower z zamontowanym siodełkiem dziecięcym jeszcze za czasów gdy
Wojtuś miał ze dwa latka.
Córcia przejażdżką była zachwycona. Co chwilę słychać było
radosne i zarazem dopingujące okrzyki ,, jedź mama! Jedź!!!''
Do następnego razu :)
Dziś same konkrety, bez żadnego wodolejstwa :)
Malinki skończone :) Pozostało tylko poszukać odpowiedniej
ramki i oprawić.
Pozdrawiam :)
Mieszkanie z dala od
kochających nade wszystko swe wnuki babć i dziadków, od cioć i
wujków kombinujących na wszelkie sposoby jakby tu dzieciakom
zapewnić dodatkowe atrakcje, od tych i innych członków rodziny
gotowych przejąć rodzicielskie obowiązki na czas jakiś, czas
który daje rodzicom cenną chwilę wytchnienia ma niestety wiele
minusów.
Dodatkowa zmienna praca obojga
rodziców owocuje, tym że dzieci ,,pełną gębą'' biorą czynny
udział we wszystkich pracach, przedsięwzięciach rodzinnych lub też
robią wszystko, by te nie zostały wykonane sprawnie i łatwo : )
Choć wydaje się byś sprawą
logiczną, że uczestnictwo dzieci w różnych domowych obowiązkach,
dodatkowych zajęciach, na złe im wyjść nie może, to jednak
rodzicielskie zdrowie, szczególnie psychiczne często na nie lada
próbę zostaje wystawione, że o cierpliwości już nie wspomnę :)
Są przecież zajęcia w
których dzieci raczej uczestniczyć nie powinny, lub powinny w
sposób minimalny.
Nie trudno się też domyślić, że każda, nawet
drobna praca potrafi się bardzo przeciągnąć w czasie.
- ,,Mamo idzie kupa'' (gdy
mama akurat jest w połowie zmywania naczyń lub krojenia czegoś na
obiad)
- ,,Telas ja '' - komunikuje
Julia i bez chwili wahania, próbuje dosięgnąć swoimi oblepionymi
w piasku łapkami akurat wyrabianego przez matkę ciasta na pizzę :)
- Matka skupiona nad czymś,
Wojtuś, który jest zafascynowany matematyką pyta oczekując
natychmiastowej odpowiedzi – mamo a ile jest tysiąc plus tysiąc
plus tysiąc tysięcy milionów tysięcy?
- Julia cały czas ściąga
skarpety. Wraca z podwórka na bosaka. Pytam gdzie są skarpety i
buty?
,,nie niem'' (nie wiem)
- Dzieci wracają całe mokre
z podwórka wnosząc błoto i piach. Patrzę na nich z wyrzutem i
zanim zdążyłam cokolwiek dodać słyszę od najmłodszej pociechy
,, to nic nie stało'' (nic się nie stało )
- Wszystkie pieluszki prawie
cała paczka porozwalane po pokoju. Pytam Julii co tu się stało!?
Słyszę: ,,miś ce
pluszkę'' (miś chce pieluszkę)
- Robię coś w kuchni, słyszę
krzyk Julii ,,mamoooo, mamooo pocy'' (mamo, mamo pomocy) Patrzę prze
okno dziecię moje siedzi w piaskownicy przypłaszczone do ziemi, tak
jak dzikie zwierzęta gdy się czegoś boją. Przerywam wszystko co
robię, wypadam z domu, podbiegam do niej, a Julia spanikowana
informuje mnie, że: ,,hitoter leci'' (helikopter leci)
- Wojtuś w przypływie nagłej
potrzeby wydatku energetycznego biega po pokoju i krzyczy ŁAAAA,
AAAA, HAAAA. Julia wskakuje mi na kolana i mówi ,,nie bój się
Tusia, Tuś trasy' ( nie bój się Wojtusia, Wojtuś straszy)
Są jeszcze sytuacje typu:
- ,,mama do mnie'', ,, dać
mama'' ( mama weź mnie na ręce/ na kolana ), najczęściej gdy coś
robię :)
- ,, mama a cy moge siedzić''
( mam czy mogę siedzieć, często na blacie w kuchni gdy robię coś
do jedzenia)
- ,, mama a cy moge...'' (
mama a czy mogę wziąć ..) i tutaj różne rzeczy zabawkę, sprzęt
kuchenny, książkę, długo by wyliczać ....
Ale te najbardziej wyjątkowe to:
- ,,mama tulić'' (mama
przytul mnie)
- ,, kham cie mama, kham cie
tata, kham Tuiś '' (KOCHAM CIE MAMUSIU, TATUSIU, WOJTUSIU)
- Wojtuś krzyczy: mamo mam dla ciebie prezent. Jaki? Taki, co trzeba go powiedzieć. Acha?
KOCHAM CIĘ MAMUSIIU KOCHANUSIU :)
Dodam jeszcze, że Julia teraz
w wieku 22 miesięcy mówi wszystko jak na takie dziecko bardzo
wyraźnie i to już od dłuższego czasu, więc przynajmniej w
kwestii porozumiewania się nie mamy dodatkowych frustracji :)
To tylko kilka z całej masy
innych sytuacji :) Ale czy ja bym z tego wszystkiego zrezygnowała na
rzecz tzw. świętego spokoju? Nie moi drodzy ZA NIC W ŚWIECIE! :)))
Miłego dnia :)