Wczoraj odbyły się piąte urodzinki naszego synka. Nie mogę się
nadziwić jak ten czas leci. Dopiero co tuliłam niemowlę, zawinięte
w dziecięcym kocyku a teraz to już mały samodzielny mężczyzna!
Tortów nie piekę i za nimi nie przepadam, więc doświadczenie w
tym temacie mam prawie zerowe, a jednak postanowiłam, że sama go
przygotuję na urodzinki syna.
Spodobał mi się tort tęczowy jaki widziałam w internecie.
Tydzień przed urodzinami zrobiłam taki właśnie tort powiedzmy
próbny, ale nie byłam z niego zadowolona. Moim zdaniem ciasto na
bazie masła było zbyt ciężkie, więc wiedziałam, że kolejny,
ten właściwy będzie na bazie biszkoptów.
Poszperałam trochę w internecie, dopasowałam ilość składników
do swoich potrzeb i upiekłam.
Tak jak wcześniej napisałam fanką tortów nie jestem i wolę
serniki, szarlotki, ale myślę, że nie wyszedł najgorszy,
rzekłabym zjadliwy :)
Oczywiście cały jego urok tkwi w kolorowych biszkoptach, przy
których jest chyba najwięcej roboty.
Cieszę się, że go zrobiłam. Pierwszy raz miałam też do
czynienia z kolorowym opłatkiem na tort i teraz już wiem z czym to
się je ;)
Chciałam tutaj podziękować koleżance Weronice (kiedyś tutaj
zaglądała, być może wciąż to robi), która zawsze sama piecze
pyszne i piękne torty urodzinowe dla swoich dzieci. Poprosiłam ją
o jakieś sprawdzone przepisy i dostarczyła mi je w tempie
ekspresowym, udzieliła mi wszelkich porad i wskazówek i chociaż z przepisów nie skorzystałam, to jednak bardzo DZIĘKUJĘ
:)Z pewnością jeszcze się kiedyś przydadzą.
Dodatkowo piekłam jeszcze sernik z rosą z przepisu od
Weroniki i szarlotkę :)
Pozdrawia serdecznie :)
niedziela, 11 października 2015
piątek, 25 września 2015
174. Make time.
Ostatnio zauważyłam, że jak na ironię gdy mam mnóstwo rzeczy
do zrobienia i czasu jak na lekarstwo wymyślam sobie dodatkowe
zajęcia.
A to jakieś czasochłonne danie na obiad sobie wymyślę, albo porządkowanie czegoś, co absolutnie już nie może zaczekać ani chwil dłużej, a to jeszcze basen z dzieciakami obskoczę...
Faktem jednak jest, że jeśli uda mi się wcisnąć w swój napięty grafik jakieś dodatkowe zajęcie i je wykonać nie psiocząc przy tym na wszystko, na czym świat stoi, to jestem później bardzo zadowolona :)
Niedawno przecząc zdrowemu rozsądkowi mając mnóstwo różnych spraw do załatwienia i rzeczy do zrobienia zabrałam się za wekowanie reszty buraków, które urosły w moim ogródku i nie zostały jeszcze pożarte. W sumie po ugotowaniu i obraniu było ich 3 kg i zawekowałam je z papryką i cebulą.
Z rozpędu powstało jeszcze leczo z cukinii. W sumie 13 słoików. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych to żaden wyczyn, ale
są to moje pierwsze samodzielne zmagania z tego typu przetworami, więc jestem dumna jak paw :)
Dodatkowo pierwsze próby robienia wędlin przy pomocy szynkowara przyniosły więcej niż zadowalające efekty :) Pierwsza wędlina została zrobiona z wytrybowanych udek z kurczaka z dodatkiem soli himalajskiej, majeranku, pieprzu i czosnku
Mielonka natomiast jest zrobiona z piersi z kurczaka zmielonych na grubym sicie wraz z karkówką i tymi samymi dodatkami co wędlina z udek.
Żadnych soli peklujących lub innych zbędnych wypełniaczy.
Polecam.
Pozdrawiam :)
A to jakieś czasochłonne danie na obiad sobie wymyślę, albo porządkowanie czegoś, co absolutnie już nie może zaczekać ani chwil dłużej, a to jeszcze basen z dzieciakami obskoczę...
Faktem jednak jest, że jeśli uda mi się wcisnąć w swój napięty grafik jakieś dodatkowe zajęcie i je wykonać nie psiocząc przy tym na wszystko, na czym świat stoi, to jestem później bardzo zadowolona :)
Niedawno przecząc zdrowemu rozsądkowi mając mnóstwo różnych spraw do załatwienia i rzeczy do zrobienia zabrałam się za wekowanie reszty buraków, które urosły w moim ogródku i nie zostały jeszcze pożarte. W sumie po ugotowaniu i obraniu było ich 3 kg i zawekowałam je z papryką i cebulą.
Z rozpędu powstało jeszcze leczo z cukinii. W sumie 13 słoików. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych to żaden wyczyn, ale
są to moje pierwsze samodzielne zmagania z tego typu przetworami, więc jestem dumna jak paw :)
Dodatkowo pierwsze próby robienia wędlin przy pomocy szynkowara przyniosły więcej niż zadowalające efekty :) Pierwsza wędlina została zrobiona z wytrybowanych udek z kurczaka z dodatkiem soli himalajskiej, majeranku, pieprzu i czosnku
Mielonka natomiast jest zrobiona z piersi z kurczaka zmielonych na grubym sicie wraz z karkówką i tymi samymi dodatkami co wędlina z udek.
Żadnych soli peklujących lub innych zbędnych wypełniaczy.
Polecam.
Pozdrawiam :)
czwartek, 3 września 2015
173. Interes życia ;)
Na początku chcę Wam podziękować za tyle miłych komentarzy pod moim ostatnim postem.
Świadomość, że moje hafty podobają się aż tylu osobom dodatkowo mnie mobilizuje do dalszej pracy, a Wasze komentarze sprawiają, że blogowanie ma sens...
Dzisiaj będzie jednak nieco inaczej ;)
Parę ładnych lat temu kupiłam sobie upragniony rower. Nie, żeby był mi wówczas jakoś szczególnie potrzebny, czy też niezbędny, ale zwyczajnie na niego zachorowałam i musiałam go nabyć :)
Trzeba Wam wiedzieć, że od czasu Pierwszej Komunii Świętej nie maiłam własnego roweru, a i tym, który wtedy dostałam nie cieszyłam się zbyt długo, bo jeszcze tego samego dnia robiąc interes życia
przehandlowałam go starszemu bratu za uwaga... – jedną sztukę królika białego, któremu nadałam imię Kasia :)
Oczywiście rower pozostawał w domu więc mogłam z niego korzystać, ale już nie tak swobodnie i bez ograniczeń jak wtedy gdy był jeszcze moją własnością.
No ale wracając do wątku głównego zakupiony rower użyty zaledwie kilka razy stał i gromadził kurz przez dobre trzy lata.
Jako, że syn mój już doroślejszym się staje, to dostał nowy rowerek, nieco większy i bez dodatkowych kółek, no i czasami w weekendy pobiera lekcje nauki jazdy pod czujnym okiem tatusia i chociaż jeździć samodzielnie jeszcze nie umie, to postępy już widać.
Ja w czasie trwania tych lekcji staram się jakoś młodszą latorośl utrzymać z dala od kół roweru, a trzeba Wam wiedzieć, że jest to zadanie niełatwe i bardzo niewdzięczne, bo dziecię cały czas rwie się do biegu (za rowerem, tatusiem, Wojtusiem) niczym koń wyścigowy.
Wpadłam więc na pomysł i usidliłam nieco Juleczkę :)
Wyprowadziłam na światło dzienne wspomniany, mój już mocno zakurzony rower z zamontowanym siodełkiem dziecięcym jeszcze za czasów gdy Wojtuś miał ze dwa latka.
Córcia przejażdżką była zachwycona. Co chwilę słychać było radosne i zarazem dopingujące okrzyki ,, jedź mama! Jedź!!!''
Do następnego razu :)
czwartek, 27 sierpnia 2015
172. Malinki V. Enginger – koniec :)
Dziś same konkrety, bez żadnego wodolejstwa :)
Malinki skończone :) Pozostało tylko poszukać odpowiedniej ramki i oprawić.
Pozdrawiam :)
niedziela, 23 sierpnia 2015
171. Pomoc, której zastąpić nie sposób ;)
Mieszkanie z dala od
kochających nade wszystko swe wnuki babć i dziadków, od cioć i
wujków kombinujących na wszelkie sposoby jakby tu dzieciakom
zapewnić dodatkowe atrakcje, od tych i innych członków rodziny
gotowych przejąć rodzicielskie obowiązki na czas jakiś, czas
który daje rodzicom cenną chwilę wytchnienia ma niestety wiele
minusów.
Dodatkowa zmienna praca obojga rodziców owocuje, tym że dzieci ,,pełną gębą'' biorą czynny udział we wszystkich pracach, przedsięwzięciach rodzinnych lub też robią wszystko, by te nie zostały wykonane sprawnie i łatwo : )
Choć wydaje się byś sprawą logiczną, że uczestnictwo dzieci w różnych domowych obowiązkach, dodatkowych zajęciach, na złe im wyjść nie może, to jednak rodzicielskie zdrowie, szczególnie psychiczne często na nie lada próbę zostaje wystawione, że o cierpliwości już nie wspomnę :)
Są przecież zajęcia w których dzieci raczej uczestniczyć nie powinny, lub powinny w sposób minimalny.
Nie trudno się też domyślić, że każda, nawet drobna praca potrafi się bardzo przeciągnąć w czasie.
- ,,Mamo idzie kupa'' (gdy mama akurat jest w połowie zmywania naczyń lub krojenia czegoś na obiad)
- ,,Telas ja '' - komunikuje Julia i bez chwili wahania, próbuje dosięgnąć swoimi oblepionymi w piasku łapkami akurat wyrabianego przez matkę ciasta na pizzę :)
- Matka skupiona nad czymś, Wojtuś, który jest zafascynowany matematyką pyta oczekując natychmiastowej odpowiedzi – mamo a ile jest tysiąc plus tysiąc plus tysiąc tysięcy milionów tysięcy?
- Julia cały czas ściąga skarpety. Wraca z podwórka na bosaka. Pytam gdzie są skarpety i buty?
,,nie niem'' (nie wiem)
- Dzieci wracają całe mokre z podwórka wnosząc błoto i piach. Patrzę na nich z wyrzutem i zanim zdążyłam cokolwiek dodać słyszę od najmłodszej pociechy ,, to nic nie stało'' (nic się nie stało )
- Wszystkie pieluszki prawie cała paczka porozwalane po pokoju. Pytam Julii co tu się stało!?
Słyszę: ,,miś ce pluszkę'' (miś chce pieluszkę)
- Robię coś w kuchni, słyszę krzyk Julii ,,mamoooo, mamooo pocy'' (mamo, mamo pomocy) Patrzę prze okno dziecię moje siedzi w piaskownicy przypłaszczone do ziemi, tak jak dzikie zwierzęta gdy się czegoś boją. Przerywam wszystko co robię, wypadam z domu, podbiegam do niej, a Julia spanikowana informuje mnie, że: ,,hitoter leci'' (helikopter leci)
- Wojtuś w przypływie nagłej potrzeby wydatku energetycznego biega po pokoju i krzyczy ŁAAAA, AAAA, HAAAA. Julia wskakuje mi na kolana i mówi ,,nie bój się Tusia, Tuś trasy' ( nie bój się Wojtusia, Wojtuś straszy)
Są jeszcze sytuacje typu:
- ,,mama do mnie'', ,, dać mama'' ( mama weź mnie na ręce/ na kolana ), najczęściej gdy coś robię :)
- ,, mama a cy moge siedzić'' ( mam czy mogę siedzieć, często na blacie w kuchni gdy robię coś do jedzenia)
- ,, mama a cy moge...'' ( mama a czy mogę wziąć ..) i tutaj różne rzeczy zabawkę, sprzęt kuchenny, książkę, długo by wyliczać ....
Ale te najbardziej wyjątkowe to:
- ,,mama tulić'' (mama przytul mnie)
- ,, kham cie mama, kham cie tata, kham Tuiś '' (KOCHAM CIE MAMUSIU, TATUSIU, WOJTUSIU)
- Wojtuś krzyczy: mamo mam dla ciebie prezent. Jaki? Taki, co trzeba go powiedzieć. Acha?
KOCHAM CIĘ MAMUSIIU KOCHANUSIU :)
Dodam jeszcze, że Julia teraz w wieku 22 miesięcy mówi wszystko jak na takie dziecko bardzo wyraźnie i to już od dłuższego czasu, więc przynajmniej w kwestii porozumiewania się nie mamy dodatkowych frustracji :)
To tylko kilka z całej masy innych sytuacji :) Ale czy ja bym z tego wszystkiego zrezygnowała na rzecz tzw. świętego spokoju? Nie moi drodzy ZA NIC W ŚWIECIE! :)))
Dodatkowa zmienna praca obojga rodziców owocuje, tym że dzieci ,,pełną gębą'' biorą czynny udział we wszystkich pracach, przedsięwzięciach rodzinnych lub też robią wszystko, by te nie zostały wykonane sprawnie i łatwo : )
Choć wydaje się byś sprawą logiczną, że uczestnictwo dzieci w różnych domowych obowiązkach, dodatkowych zajęciach, na złe im wyjść nie może, to jednak rodzicielskie zdrowie, szczególnie psychiczne często na nie lada próbę zostaje wystawione, że o cierpliwości już nie wspomnę :)
Są przecież zajęcia w których dzieci raczej uczestniczyć nie powinny, lub powinny w sposób minimalny.
Nie trudno się też domyślić, że każda, nawet drobna praca potrafi się bardzo przeciągnąć w czasie.
- ,,Mamo idzie kupa'' (gdy mama akurat jest w połowie zmywania naczyń lub krojenia czegoś na obiad)
- ,,Telas ja '' - komunikuje Julia i bez chwili wahania, próbuje dosięgnąć swoimi oblepionymi w piasku łapkami akurat wyrabianego przez matkę ciasta na pizzę :)
- Matka skupiona nad czymś, Wojtuś, który jest zafascynowany matematyką pyta oczekując natychmiastowej odpowiedzi – mamo a ile jest tysiąc plus tysiąc plus tysiąc tysięcy milionów tysięcy?
- Julia cały czas ściąga skarpety. Wraca z podwórka na bosaka. Pytam gdzie są skarpety i buty?
,,nie niem'' (nie wiem)
- Dzieci wracają całe mokre z podwórka wnosząc błoto i piach. Patrzę na nich z wyrzutem i zanim zdążyłam cokolwiek dodać słyszę od najmłodszej pociechy ,, to nic nie stało'' (nic się nie stało )
- Wszystkie pieluszki prawie cała paczka porozwalane po pokoju. Pytam Julii co tu się stało!?
Słyszę: ,,miś ce pluszkę'' (miś chce pieluszkę)
- Robię coś w kuchni, słyszę krzyk Julii ,,mamoooo, mamooo pocy'' (mamo, mamo pomocy) Patrzę prze okno dziecię moje siedzi w piaskownicy przypłaszczone do ziemi, tak jak dzikie zwierzęta gdy się czegoś boją. Przerywam wszystko co robię, wypadam z domu, podbiegam do niej, a Julia spanikowana informuje mnie, że: ,,hitoter leci'' (helikopter leci)
- Wojtuś w przypływie nagłej potrzeby wydatku energetycznego biega po pokoju i krzyczy ŁAAAA, AAAA, HAAAA. Julia wskakuje mi na kolana i mówi ,,nie bój się Tusia, Tuś trasy' ( nie bój się Wojtusia, Wojtuś straszy)
Są jeszcze sytuacje typu:
- ,,mama do mnie'', ,, dać mama'' ( mama weź mnie na ręce/ na kolana ), najczęściej gdy coś robię :)
- ,, mama a cy moge siedzić'' ( mam czy mogę siedzieć, często na blacie w kuchni gdy robię coś do jedzenia)
- ,, mama a cy moge...'' ( mama a czy mogę wziąć ..) i tutaj różne rzeczy zabawkę, sprzęt kuchenny, książkę, długo by wyliczać ....
Ale te najbardziej wyjątkowe to:
- ,,mama tulić'' (mama przytul mnie)
- ,, kham cie mama, kham cie tata, kham Tuiś '' (KOCHAM CIE MAMUSIU, TATUSIU, WOJTUSIU)
- Wojtuś krzyczy: mamo mam dla ciebie prezent. Jaki? Taki, co trzeba go powiedzieć. Acha?
KOCHAM CIĘ MAMUSIIU KOCHANUSIU :)
Dodam jeszcze, że Julia teraz w wieku 22 miesięcy mówi wszystko jak na takie dziecko bardzo wyraźnie i to już od dłuższego czasu, więc przynajmniej w kwestii porozumiewania się nie mamy dodatkowych frustracji :)
To tylko kilka z całej masy innych sytuacji :) Ale czy ja bym z tego wszystkiego zrezygnowała na rzecz tzw. świętego spokoju? Nie moi drodzy ZA NIC W ŚWIECIE! :)))
Miłego dnia :)
sobota, 15 sierpnia 2015
170. Urodziny TATY :)
Z okazji urodzin mojego
Męża powstała słusznych rozmiarów kartka. Trochę w pośpiechu,
tak aby zdążyć zanim tatuś z pracy wróci...
Dzieciaki bardzo się starały, mama troszeczkę pomogła, a tata był bardzo zadowolony :)
Doczekałam się też czerwonych pomidorków. Na szczęście Julia nie zdążyła oberwać wszystkich zielonych :)
Jeszcze kilka zdjęć z mojego ogródka :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Dzieciaki bardzo się starały, mama troszeczkę pomogła, a tata był bardzo zadowolony :)
Doczekałam się też czerwonych pomidorków. Na szczęście Julia nie zdążyła oberwać wszystkich zielonych :)
Jeszcze kilka zdjęć z mojego ogródka :)
niedziela, 26 lipca 2015
169. Fée Bleu skończony i muffinki jagodowe.
W Polsce szaleją upały,
a u nas cały czas pada deszcz, jest chłodno i ponuro. Generalnie
wszyscy mogą sobie trochę ponarzekać. Jedni na duchotę i wysokie
temperatury, a inni na ich brak :)
Jeśli o robótkach mowa, to nareszcie skończyłam moją Fée Bleu. Pozostało haft oprawić i powiesić.
Skąd wzięłam wzór i kolorystykę - pisałam tutaj, ale teraz jeszcze raz za niego DZIĘKUJĘ.
Jak już wspomniałam pogodę mamy zupełnie niespacerową, więc staram się dzieciaki dodatkowo czymś w domu zająć. Tym razem padło na muffinki z tego przepisu. Dodałam sporo jagód (ok.300g), a na wierzch kruszonkę i posypkę ku dziecięcej radości. Piekłam je ok.20 min (aż się lekko przyrumieniły) w temp. 180°C
Kruszonkę zrobiłam z 50g rozpuszczonego, ciepłego masła, do którego dodałam 50g cukru i 100g mąki.
Muffinki wyszły całkiem smaczne, wilgotne i nie za słodkie. A co ważne robi się je ekspresowo. Polecam :)
Jeśli o robótkach mowa, to nareszcie skończyłam moją Fée Bleu. Pozostało haft oprawić i powiesić.
Skąd wzięłam wzór i kolorystykę - pisałam tutaj, ale teraz jeszcze raz za niego DZIĘKUJĘ.
Jak już wspomniałam pogodę mamy zupełnie niespacerową, więc staram się dzieciaki dodatkowo czymś w domu zająć. Tym razem padło na muffinki z tego przepisu. Dodałam sporo jagód (ok.300g), a na wierzch kruszonkę i posypkę ku dziecięcej radości. Piekłam je ok.20 min (aż się lekko przyrumieniły) w temp. 180°C
Kruszonkę zrobiłam z 50g rozpuszczonego, ciepłego masła, do którego dodałam 50g cukru i 100g mąki.
Muffinki wyszły całkiem smaczne, wilgotne i nie za słodkie. A co ważne robi się je ekspresowo. Polecam :)
Pozdrawiam cieplutko :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)