niedziela, 23 września 2018

242. Wrześniowo.

  Wrzesień do dla mnie dość szczególny miesiąc. We wrześniu nie tylko przypadają moje urodziny, ale również rocznica naszego ślubu. W tym roku minęło dziesięć lat od kiedy powiedzieliśmy sobie sakramentalne ,,tak''.
Wielkich uroczystości nie było, ale pamięć i to co w naszych sercach liczyło się znacznie bardziej. 

Taka kawa oraz kwiaty czekały na mnie po powrocie z pracy :) 






Gosia z bloga mamelkowo również pamiętała o moich urodzinach i podarowała mi jeden ze swoich cudnych domków w moich ulubionych kolorach. Gosiu  DZIĘKUJĘ Ci bardzo! 




Pozdrawiam serdecznie :) 

sobota, 8 września 2018

241. Wspomnienie z dzieciństwa.

  Gdy byłam małą dziewczynką babcia mojej koleżanki podarowała mi kwiat, który zerwała w swoim niesamowitym ogrodzie. Kwiat był śliczny i olbrzymi. Zakrywał całe moje dłonie i wydawało mi się wówczas, że jest wielkości mojej głowy. Czy tak było, nie mam pojęcia :) Nigdy jeszcze takiego nie widziałam i pamiętam, że zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przyniosłam go do domu i moja mama również była nim zachwycona. 
W moich stronach znane były pod nazwą ,,gergonie'', ale po latach dowiedziałam się, że ich prawdziwa nazwa to dalie. 
  W tym roku, jako dorosła już osoba zapragnęłam mieć te kwiaty w swoim ogródku. Wróciły wspomnienia. Chciałam, żeby i moja córka mogła się zachwycać daliami, tak jak ja wtedy tym jednym podarowanym mi kwiatem :) 






















Pozdrawiam serdecznie :) 

sobota, 25 sierpnia 2018

240. Wakacyjnie.

  Niestety coraz rzadziej się pojawiam w blogowym świecie, ale są sprawy ważniejsze, które teraz zajmują mój czas. Wszelkie robótki również poszły w odstawkę i czekają na swoją kolej. 
  Tegoroczne wakacje tradycyjnie spędziliśmy w Polsce. Kilka dni pobytu  na Suwalszczyźnie nad jeziorem Dowcień dały nam upragniony wypoczynek.  Z dala od tłumów, w ciszy i spokoju miło spędziliśmy czas. Pogoda dopisała w stu procentach. 
Pojechaliśmy również zobaczyć słynne mosty w Stańczykach, które jako najwyższe tego typu budowle w Polsce robią spore wrażenie. 

 Pobyt nad jeziorem nie obył się bez przygód. Obrączka ślubna wpadła mi pomiędzy deskami pomostu prosto do jeziora w miejscu, gdzie głębokość wody wynosiła około 1,5 m. Na dnie było pełno roślin i mułu. W wodzie nie było jej nawet widać. Szanse na jej odnalezienie praktycznie żadne . Myślałam, że serce mi pęknie, bo dla mnie ta obrączka założona w kościele podczas przysięgi małżeńskiej,  jako symbol miłości wiele znaczy. Mąż widząc moją rozpacz wszedł pod ten pomost i na oślep nurkując wyjmował durszlakiem błoto z dna jeziora aż w końcu znalazł zgubę! Dla mnie to był cud. Modlitwy pomogły.  Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś ją zobaczę. Teraz ta obrączka jest dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowa! 

 Poniżej domek w którym mieszkaliśmy i pobliskie ,,osiedle'' :)





Lekcje pływania nie poszły na marne ;) 



Mosty w Stańczykach.




Do następnego razu :)

niedziela, 15 lipca 2018

239. Zakładki - decoupage.

 Koniec roku szkolnego w szkole, do której uczęszczają moje dzieci przypada na 20 lipca.
Tradycyjnie nauczyciele dostają od uczniów drobne upominki i kartki. Przeszperałam internet w poszukiwaniu idealnych upominków i jakoś nic mnie nie urzekło, więc postanowiłam sama coś przygotować. Na początku planowałam zrobić coś na szydełku lub wyhaftować jakieś małe obrazeczki, ale potrzebowałam 8 sztuk, więc zwyczajnie bym nie zdążyła. Padło więc na decoupage. Doświadczenie mam raczej znikome, ale postanowiłam spróbować swoich sił. Pierwszy raz miałam do czynienia z krakerem. Kupiłam go kilka lat temu, ale nie było okazji, żeby go wypróbować.
Zakładek zrobiłam 15 z obawy, że nie wszystkie ładnie wyjdą, ale jestem zadowolona z efektu i bogatsza o nowe doświadczenie :) 
















Pozdrawiam serdecznie :)


wtorek, 3 lipca 2018

238. Plany krzyżykowe.


  Ostatnio króluje u mnie szydełko. Ciągle coś tam sobie dłubię. Są to raczej drobne rzeczy, które łatwo wrzucić do torby i wszędzie ze sobą zabrać. Zatęskniłam jednak za haftowaniem. Szkoda tylko, że nie każdy haft nadaje się do robienia poza domem lub w tak zwanym międzyczasie. Zachciało mi się wyhaftować miechunki czyli Cape Gooseberry by Golden Hands. Jak dla mnie jest to haft zdecydowanie ,,domowy'' lub też ,,urlopowy'' z którym trzeba się ,,rozłożyć''. W domu, jak to w domu, zawsze jest coś pilniejszego do zrobienia i czasu na własne przyjemności jak na lekarstwo, to i postępy są marniutkie. Żadne terminy mnie jednak nie gonią, więc paniki nie ma :)


  



Na koniec jeszcze kilka ogródkowych fotek.








 Pozdrawiam cieplutko :)