W
pierwszej chwili powiedziałam nie, nie dam rady, to niestety nie
wykonalne...
Później
miałam coś na kształt wyrzutów sumienia, że odmawiam małej,
kochanej, niewinnej kruszynce...
Chociaż
wyraźnej prośby nigdy nie było, to jednak przeorganizowałam nieco
moje hafciarskie plany (nie żebym miała jakiś ściśle określone,
ale jakiś ogólny zamysł był) i tak to pomiędzy jednym a drugim
kęsem kanapki na przerwie w pracy oraz późnymi wieczorami
powstawał maleńki aniołek dla Amelii :)
Madzia
odebrała przesyłkę już w sobotę, ale ja z przyczyn czasowych
pokazuję go dopiero dzisiaj.
Pamiątka
spodobała się bardzo, a to jest dla mnie największą nagrodą :)
Cieszę
się również, że udało mi się ją wykonać i nie ,,chlapałam
jęzorem na darmo'' :)
Chcę
jeszcze Wam pokazać jakich szczególnych gości mamy w naszym
ogródeczku :)
Budki
lęgowe cały czas wisiały na ścianie garażu, ale żaden ptaszek
za naszych czasów w nich nie mieszkał, aż do teraz. Ku ogromnej
radości wszystkich domowników sikory mają tam teraz swoje
potomstwo :)
Julia,
czy to w ogródku, czy na spacerku nie przejdzie obojętnie obok
żadnego zwierzęcia, ptaka czy owada. Wpada w iście cielęcy
zachwyt na widok każdego z nich :)
Ostatnio
na wszystkie czarne ptaszki woła kra, kra, a inne fju, tfju, fsiu i
takie tam podobne :)))
Pozdrawiam
cieplutko :)
Kilka
różnych spraw ostatnio w moim życiu zbiegło się razem i
sprawiło, że nie miałam ani czasu, ani nawet chęci na
jakąkolwiek aktywność blogową. Wymiana pieca w naszym domku,
popsuty samochód i inne drobne wydarzenia nie wprowadzały mnie w
optymistyczny nastrój.
To
tak dla wyjaśnienia...
A
teraz jest lepiej :) Nowy piec wisi, lśni i działa :) Został tylko
filtr do założenia, ale to już tylko kilka godzin pracy. Samochód
prawie naprawiony i można nim już jeździć :) Zostało sprawdzić
jedną rzecz, co nastąpi w przyszłym tygodniu i mam cichą
nadzieję, że nie będzie to nic strasznego.
Hafcikowo
się dzieje niewiele, ale coś tam się dzieje. Nie mogę jednak nic
pokazać, bo to prezent.
Ogródek
stał się obecnie naszym ulubionym miejscem przebywania. Bardzo
sobie cenię ten niewielki skrawek ziemi dookoła domu, który
zapewnia nam tyle radości. Dzieci zawsze mają pełne ręce roboty,
a ja chwilę spokoju i czasu na jakieś drobne prace domowe.
Myślę,
że trochę zdjęć z ogródka nie powinno tutaj zaszkodzić :)
Zakupiona
ze dwa, może trzy lata temu pergola posypała się całkowicie.
Metal przerdzewiał i do niczego się już nie nadaje. Żal mi się
tych moich powojników zrobiło, bo gdy zaczęło to wszystko jako
tako wyglądać na tej mojej nieszczęsnej pergoli, to się
dziadostwo wzięło i zawaliło :(
Mężu
się zlitował i robi dla mnie taką solidną, drewnianą, można
powiedzieć wymarzoną, ale to jeszcze potrwa, bo jak zwykle w naszym
obecnym życiu czynnikiem ograniczającym jest brak czasu. Mam tylko
nadzieję, że uda mi się te wszystkie kwiaty jakoś przełożyć na
to nowe cudeńko...
Storczyki
moje chyba się na mnie solidnie obraziły, bo strasznie zmarniały.
Prawdą jest niestety, że trochę je zaniedbałam... Jeden tylko
ładnie rośnie. Pamiętacie tego niebieskiego, farbowanego
storczyka, którego kiedyś dostałam od koleżanki? Co niektórzy
ciekawi byli jaki kolor będą miały jego kolejne kwiaty. Otóż
kwitnie i jako jedyny z mojej gromadki ma się całkiem nieźle, a
kwitnie tak jak na zdjęciach poniżej.
Dla przypomnienia kolor na jaki kwitł poprzednio.
Do
następnego razu :)
Od dość dawna podziwiam
niezwykłe prace jednej z naszych koleżanek blogowych. To prawdziwa
artystka o dobrym serduchu. Różne, cudne rzeczy robi i nie sposób
tutaj wszystkiego wymienić, ale jedną z dziedzin, którymi się zajmuje
jest haft wstążeczkowy. No i tutaj pewnie większość już wie
kogo mam na myśli :) Obrazy kwiatów przez nią wykonane to
prawdziwe dzieła sztuki.
Oczywiście mowa tutaj o
Anstahe.
Marzyło mi się, żeby
zobaczyć jej obrazy na żywo i wiecie co!? Mało tego, że
zobaczyłam, ale widzę i ciągle na nie patrzę i patrzeć będę. Ba, nie patrzeć, a nieustannie podziwiać, bo mam aż dwa z nich w
moim własnym domku :)))
Doszło do spotkania trzech
fantastycznych blogerek i Danusia przez Gosię przekazała mi dwa
swoje obrazy. Wszystko to odbyło się w wielkiej tajemnicy i ja nie miałam o tej całej szeroko zakrojonej
akcji zielonego pojęcia, aż do czasu
gdy otrzymałam prezent!
Jak zobaczyłam te hafty, to z
wrażenia zapomniałam języka w gębie i nawet chyba Gosi nie
podziękowałam za przywiezienie ich z Polski, za co najmocniej teraz
publicznie przepraszam:( Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że gdy się podróżuje z dzieciakami, to zawsze brakuje miejsca w bagażu. Tym
bardziej doceniam i dziękuję.
Wczoraj biegałam po
całym domu szukając odpowiedniego dla nich miejsca. W końcu zdecydowałam, że będą wisiały niedaleko wejścia, aby wszyscy
mogli je podziwiać. Są wyjątkowe, śliczne i tylko moje :) Danusiu
sprawiłaś mi ogromną radość. BARDZO CI DZIĘKUJĘ.
Dzisiaj z mężowską
pomocą w końcu udało mi się oprawić i zawiesić moje jabłuszko
(Pomme - Nimue).
Powinno było to
nastąpić już jakiś czas temu, gdyż wszystkie potrzebne materiały miałam w domu, ale brak czasu skutecznie uniemożliwił mi wcześniejsze zakończenie tego projektu.
Pomysł właśnie na taką
oprawę nie jest mojego autorstwa i został znaleziony w sieci (klik).
Zauroczył mnie tak bardzo, że zapragnęłam mieć coś takiego u siebie w domu.
Dodatkowo Aga przepięknie
wykonała ten sam haft umieszczając go na prostokątnej desce (klik), w ten
sposób nie rezygnując z jednego ze skrzatów. Obie wersje są świetne i początkowo nie wiedziałam do końca
jak oprawić swój haft. Ostateczną decyzję podjęłam po tym jak
Mąż zakupił mi deskę w kształcie jabłka :)
Ostatnio natrafiłam w internecie na
ciekawe, a przede wszystkim łatwe w wykonaniu ciasto, które bardzo
posmakowało nie tylko domownikom :)
Uznałam więc, że jest
godne polecenia.
Przepis pochodzi z tej
strony – klik.
Pozdrawiam cieplutko :)
Pogodę ostatnio mamy
wyjątkowo piękną, więc praktycznie każdy wolny czas spędzamy na
spacerach, placach zabaw oraz w ogródku. Dzieci są bardzo
zadowolone, ja zresztą też :)
Dzisiaj zdjęciowa relacja z
tego, co robiliśmy przez ostatnie dni.
Chyba nie muszę nikomu
tłumaczyć, że piękna, słoneczna pogoda i haftowanie nie idzie ze
sobą w parze?
Dzisiaj więc trzecia odsłona malinek, czyli tych
moich marnych postępów zrobionych od ostatniego wpisu :)
Do następnego razu :)