sobota, 15 sierpnia 2015

170. Urodziny TATY :)

   Z okazji urodzin mojego Męża powstała słusznych rozmiarów kartka. Trochę w pośpiechu, tak aby zdążyć zanim tatuś z pracy wróci...
  Dzieciaki bardzo się starały, mama troszeczkę pomogła, a tata był bardzo zadowolony :) 


 






  Doczekałam się też czerwonych pomidorków. Na szczęście Julia nie zdążyła oberwać wszystkich zielonych :)







Jeszcze kilka zdjęć z mojego ogródka :)








Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 26 lipca 2015

169. Fée Bleu skończony i muffinki jagodowe.

    W Polsce szaleją upały, a u nas cały czas pada deszcz, jest chłodno i ponuro. Generalnie wszyscy mogą sobie trochę ponarzekać. Jedni na duchotę i wysokie temperatury, a inni na ich brak :)




  Jeśli o robótkach mowa, to nareszcie skończyłam moją Fée Bleu. Pozostało haft oprawić i powiesić.
Skąd wzięłam wzór i kolorystykę - pisałam tutaj, ale teraz jeszcze raz za niego DZIĘKUJĘ.








  Jak już wspomniałam pogodę mamy zupełnie niespacerową, więc staram się dzieciaki dodatkowo  czymś w domu zająć. Tym razem padło na muffinki z tego przepisu. Dodałam sporo jagód (ok.300g), a na wierzch kruszonkę i posypkę ku dziecięcej radości. Piekłam je ok.20 min (aż się lekko przyrumieniły) w temp. 180°C



Kruszonkę zrobiłam z 50g rozpuszczonego, ciepłego masła, do którego dodałam 50g cukru i 100g mąki.



Muffinki wyszły całkiem smaczne, wilgotne i nie za słodkie. A co ważne robi się je ekspresowo. Polecam :)








Pozdrawiam cieplutko :) 











niedziela, 12 lipca 2015

168. Relacja z wakacji :)

   Wakacje niestety dobiegły końca i czas powrócić do dawnej rutyny.
Te trzy tygodnie spędzone w Polsce były wyjątkowe pod wieloma względami.
Trochę czasu spędziliśmy na słabo zaludnionej podkarpackiej wsi, gdzie dzieciaki mogły hasać po polach i łąkach od rana do wieczora, karmić zwierzęta i robić inne ciekawe rzeczy. 

 





  Kilka dni spędziliśmy w Warszawie, gdzie jedną z atrakcji dla dzieci była wyprawa do zoo.
Okazało się jednak, że wycieczka, choć początkowo bardzo ciekawa, po jakimś czasie stała się dość nużąca dla najmłodszych uczestników wyprawy :)




  W nieco większym gronie, bo wraz z dwiema ciociami i wujem naszych dzieci, cztery dni spędziliśmy na Suwalszczyźnie, nad jeziorem Dowcień, gdzie mieliśmy zapewnione różne aktywności. Pływanie łódką, kajakiem, strzelanie z łuku, ping pong, rowery i wiele innych atrakcji.
Dzieci, a szczególnie Wojtuś mógł doświadczyć wielu rzeczy które w UK są niestety zabronione ze względu na posunięte do granic absurdu „dbanie o zdrowie i bezpieczeństwo” obywateli, które to w gruncie rzeczy znacznie ogranicza wolność osobistą :( 
Mam tu na myśli np. pływanie w jeziorze, czy palenie ogniska. 







  Łowienie ryb było dość ekscytujące, ale trwało zdecydowanie za długo, więc trzeba było chociaż nogami sobie w wodzie pomachać ;) Hm, ciekawe dlaczego żadna rybka się nie pokusiła na tego tłustego robaczka, skoro było ich tam całe mnóstwo i to widocznych gołym okiem :)




 
  Odwiedziliśmy również muzeum Wigier, gdzie Wojtek spędził sporo czasu przyglądając się tablicy z trującymi grzybami. Muszę tutaj dodać, że z nie do końca wiadomego mi powodu od dawna fascynują go trucizny!
Sam twierdzi, że jest trujący i nikt go nie może zjeść, ani nawet ugryźć :)






  Jeden dzień spędziliśmy na płyciźnie, nad jeziorem Wigry, gdzie dzieci miały wielką frajdę.








 
  Dodam jeszcze, że my jako rodzice też nieźle odpoczęliśmy, bo dzieciaki miały dodatkowo babcie dziadków, ciocie, wujków i całe grono znajomych, których można było zaciągnąć do wspólnej zabawy :)



sobota, 13 czerwca 2015

167. Groch z kapustą, czyli o wszystkim po trochu :)




  Zacznę od sprawy w tym momencie dla mnie najważniejszej, a mianowicie za kilka dni jedziemy na długie wakacje do Polski :)
Moi Rodzice w końcu będą mogli poznać Julię i na własne oczy zobaczyć jak Wojtuś wyrósł przez te dwa lata, które upłynęły od naszego ostatniego pobytu w Polsce.
Myślę, że nikomu nie muszę tłumaczyć jak bardzo się cieszę z tego wyjazdu?:)
W związku z tym przez jakiś czas nie będzie mnie w blogowym świecie, ale jak wrócę, to się na pewno odezwę :)




Haft pewnie jakiś ze sobą zabiorę, w razie gdyby się nagle okazało, że mam za dużo wolnego czasu :)

Moich haftowanych malinek dawno już nie pokazywałam i dość sporo ich już przybyło, natomiast co do drugiego haftu to jestem na etapie konturów. 
 






  Jeszcze o tym na blogu nie wspominałam, ale dziś jest odpowiednia okazja, żeby to zrobić. Mianowicie od dość dawna zbieram muszle morskie, a od bardzo niedawna magnesy na lodówkę :)
Jeśli o muszlach mowa, to od czasu do czasu wpada mi w ręce jakiś nowy okaz, ale nie jest to ciągłe szukanie i nabywanie nowych egzemplarzy jak to czynią prawdziwi kolekcjonerzy. Wszystkie mieszczą się w jednej oszklonej szafce i mają za zadanie cieszyć moje oczy :)
Pierwsze magnesy na lodówkę zostały mi podarowane, następnie kilka sama dokupiłam, a teraz wiem, że już je zbieram :)
Dlaczego o tym piszę?
Ano Rodzinka Gosi z Mamelkowa, była niedawno na super wakacjach na Majorce. Pamiętali o mnie i przywieźli mi nowe egzemplarze do mich małych kolekcji :) Sprawili mi bardzo miłą niespodziankę.
DZIĘKUJĘ BARDZO :)
Kiedyś z pewnością zaprezentuję cała tą moją ,,zbieraninę'' na blogu.






  Melduję jeszcze, że stara pergola jest już na śmietnisku, a kwiaty z niewielkimi stratami (bo musiałam przeciąć łodygi w kilku miejscach) zostały pomyślnie przełożone na nową :)
Widok jaki mam teraz z kuchni w pełni mnie zadowala :)










  W ogródku wszystko ładnie rośnie, a ja momentami nie nadążam z przycinaniem krzewów :)















  Brawa dla tych którzy dotrwali do końca : )
Pozdrawiam serdecznie :)