czwartek, 11 sierpnia 2016

197. Książki dla rodziców.




 Ostatnio przeczytałam bardzo ciekawą książkę (na zdjęciu poniżej), którą polecam wszystkim rodzicom.

 Wspaniały poradnik, który moim zdaniem warto przeczytać niezależnie od tego, czy borykamy się z problemami wychowawczymi w rodzinie czy nie.






 Teraz czytam kolejną książkę, tych samych autorek, będącą jakby kontynuacją tej pierwszej i zawierającą praktyczne porady oraz wskazówki ułatwiające komunikację z dziećmi.




Gorąco polecam!


 Znajomi poprosili nas, abyśmy się zaopiekowali ich kotem, gdy będą na urlopie i tak oto mamy w domu takiego ślicznego kocurka :) Dzieciaki go uwielbiają, a Zeus jest bardzo cierpliwy i wyrozumiały.
Dzielnie znosi nadmiar dziecięcego zainteresowania :)




Pozdrawiam cieplutko :)

sobota, 30 lipca 2016

196. Haft uratowany i jagodzianki.

 Ogłaszam wszystkim zainteresowanym, że haft udało się uratować :) Nawet nie wiecie, jak się cieszę :). Dziekuję Wam za każda jedną poradę i każde dobre słowo pod ostatnim postem.

 Po sześciu dniach, w ciągu których ta poplamiona część haftu praktycznie nie wysychała, tylko traktowana była różnymi specyfikami udało się wywabić plamy. Napiszę Wam, co stosowałam, ale ciężko mi jednoznacznie stwierdzć, co pomogło :

- vanish
- kwasek cytrynowy
- mydło biały jeleń
- płyn do mycia naczyń
- domestos w sprayu
- sodę oczyszczoną
- proszek do pieczenia
- proszek i płyn do prania 
- woda utleniona

Wszystko to było stosowane w niezliczonych ilościach i różnych kombinacjach. Haft też zaliczył dwa prania w pralce w 40 stopniach.
Postawiałm wszystko na jedną kartę, albo się uda wywabić plamy, albo zrobię w hafcie dziury :) 

A tak haft wygląda obecnie :)



  Mąż ostatnio w sklepie polskim kupił dość sporo jagód.  Tych naszych polskich prawdziwych, nie borówkę amerykańską. Robiliśmy koktajle, ale i tak sporo zostało, więc zrobiłam jagodzianki. Pierwszy raz, z tego przepisu, tyle, że z podwójnej porcji. Pominęłam tylko kruszonkę. Wyszły pyszne i dzieciaki się nimi zajadały :) Polecam. 

Na zdjęciach jest oczywiście borówka amerykańska, ale to tylko w celu upiększenia zdjęć :) 




Pozdrawiam cieplutko :)

sobota, 23 lipca 2016

195. Disaster ;)



Zacznę od tego, co przyjemne: nareszcie w Anglii jest prawdziwe lato :) Długo kazało na siebie czekać, ale w końcu jest i oby było jak najdłużej. Dzieciaki rozpoczęły wakacje, więc tym bardziej, ładna, słoneczna pogoda jest mile widziana.


Teraz będzie mniej przyjemnie. Moje porzeczki, do których wróciłam po długiej przerwie zostały poplamione czarnym długopisem żelowym. I nie jest tu mowa o kropce, czy kreseczce, ale o kilkucentymetrowych plamach, które początkowo były czarne jak smoła! Wszystko to, przez moją nieuwagę! Otwarty długopis, którym zaznaczałam zrobione krzyżyki w pośpiechu wrzuciałam do koszyka z haftem.

Po dwóch dniach moczenia w vanishu, pocieraniu plam kwaskiem cytrynowym i innych tego typu zabiegach haft wygląda tak:






Haftu raczej nie uda się uratować, więc prawdopodobnie wyląduje w koszu :(


Jako, że nieszczęścia zwykle chodzą parami to jeszcze podczas pieczenia chleba miałam bliskie spotkanie z rozgrzanym garnkiem żeliwnym, a dokładnie z jego pokrywką, co zaowocowało ok. 5 cm raną na ręce.


Ale nic to moi drodzy. Chleb i tak został upieczony, a piękna pogoda nie sprzyja haftom, na które i tak się nieco obraziłam :)


Pozdrawiam cieplutko :)

piątek, 15 lipca 2016

194. Zaległe hafty i płot, który nieźle mnie wnerwił.


  Długo już nie haftowałam i zaczęło mi bardzo 
brakować tej czynności. Postanowiłam dokończyć myszkę Beatrix Potter i zabrać się za dawno już zapomniane porzeczki V.Enginger. 
Szydełko chwilowo poszło w odstawkę. 





  Mój ogródek nadal wymaga dużo pracy i czasu, którego niestety nie mam za dużo.  Zdołałam jednak uprzątnąć ścięty żywopłot i pomalować płot, choć pogoda robiła co mogła, żeby mi w tym przeszkodzić. Stary płot, który pewnie z 10 lat nie był malowany (aż dziw, że jeszcze stoi) wchłaniał farbę litrami.  W efekcie dokupiłam kolejne 5 litrów farby! Po drugim malowaniu nie było widać zbytniej różnicy. Dopiero po czwartym zobaczyłam zadowalający efekt i cieszę się, że mam to już za sobą :) 




  Teraz myślę nad tym jakie krzewy przy nim posadzić. Po głowie chodzą mi zimozielone różaneczniki, ale kto wie, czy do jesieni nie zmieię zdania :) 

Pozdrawiam cieplutko :)

piątek, 24 czerwca 2016

193. Serwetka Kamila.

  Niedawno skończyłam drugą swoją serwetkę. Serwetka ,,Kamila'' której wzór pochodzi z gazetki Diana Robótki Ręczne nr.10 z roku 1996. Wzór zawiera dość fajny motyw liści. 
Zrobiłam ją z kremowego kordonka Muza 10 (100g/525m).
Nie mam jeszcze doświadczenia jeśli o kordonki chodzi, ale zauważyłam, że kordonek Muza, koloru kremowego, czy też zbliżony do beżu jest sztywniejszy niż biały.  
Serwetka nie była krochmalona i raczej tego nie wymaga.
Przy upinanniu jej szpilkami miałam dodatkowe rączki do pomocy ;)







Obiecałam jeszcze Dusi, że pokażę w całości ,,kamienny krąg'', więc pokazuję :)


Żeby jednak nie było, że u mnie w ogódku tak zawsze idealnie, to proszę zobaczcie stan obecny :) 




Musiałam się pozbyć żywopłotu.Głównym powodem był przechylony płot wymagajcy naprawy, ale również to, że żywopłot lata świetnosci miał już dawno za sobą. 


Pozdrawiam serdecznie :) 

sobota, 11 czerwca 2016

192. Post z pazurem ;)

 U mnie dopiero teraz pierwsze czerwone truskawki zaczynają się pojawiać. Jeszcze tydzień temu było naprawdę chłodno i deszczowo, więc mamy niewielkie opóźnienie jeśli o truskawkach mowa.








 Przypomniałam sobie o fajnym małym gadżecie, który jeszcze w tamtym roku dostałam od swojej szwagierki Moniki :)

 Moi rodzice, gdy byłam dzieckiem mieli duże pole truskawek. Zbierając je do skupu trzeba było usuwać szypułki. Miało się wtedy brudne palce i paznokcie, które ciężko było domyć nawet kwaskiem cytrynowym czy pumeksem. Biegając po wiejskim podwórku, łące za domem, czy pobliskim lesie wstydzić się brudnych palców nie trzeba było, ale wyjazd do MIASTA,wyjście ,,do ludzi''( nie, żeby ludzie na wsi ludźmi nie byli, ale tu chodziło o ludzi, którzy truskawek zbierać w ilościach hurtowych nie musieli :D )

Oj czego się nie próbowało, żeby dłonie jako tako wybielić :)))


 No więc jak zobaczyłam u Moniki ten mały przedmiocik nie mogłam oczu od niego oderwać. Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł i nie wynalzł tego wcześniej, za czasów mojego dzieciństwa?!, a może już był, tylko my o nim nie wiedzieliśmy?

A Wy znacie ten sprytny mały przedmiocik?












Moje dzieciaki dużo czasu spędzają w ogródku, a ja doceniam tem maleńki skrawek ziemi.Zawsze znajdą sobie jakieś zajęcie :)

















Ja z kolei bardzo lubię robić zdjęcia kwiatom w moim ogródku, szczególnie z bliska, więc nimi Was dzisiaj uraczę :)








































































Pozdrawiam cieplutko :)

piątek, 27 maja 2016

191. Mój pierwszy kołowiec :)



  Wiosna, całkiem ciepło się zrobiło, a ja tutaj z grubym swetrzyskiem wyskakuję, no ale co tam, tak wyszło :)

Projekt, który gdzieś tam z tyłu głowy kołatał mi się przez kilka ładnych lat.

Cel, który kiedyś wydawał mi się nieosiągalny, biorąc pod uwagę moje dość niewielkie doświadczenie w robieniu na drutach.


Powstał dzięki kursikowi Doroty, za który bardzo, bardzo dziękuję.

Początkowo nie wiedziałam jak mam się za niego zabrać.

Wielokrotnie dawałam sobie z nim spokój stwierdzając, że nie wiem jak sobie poradzić z tym czy tamtym, ale zawsze po jakimś czasie następowało olśnienie – przecież to proste!


No i w końcu się udało :)







Pozdrawiam cieplutko :)